czwartek, 12 lutego, 2026
Strona główna Nauka Czy Znachor mógłby pójść do więzienia? Dr Ewa Plebanek o szarlatanerii medycznej

Czy Znachor mógłby pójść do więzienia? Dr Ewa Plebanek o szarlatanerii medycznej

przez Redakcja

Medycyna alternatywna, pseudomedycyna, szarlataneria – choć mogłoby się zdawać, że praktyki te należą już do przeszłości, ich popularność w Polsce wcale nie spada. Bynajmniej, dzięki powszechnemu dostępowi do Internetu medyczni oszuści uzyskali rozpoznawalność na ogólnokrajową skalę, a ich wpływ na społeczeństwo i jednostki nieraz okazał się tragiczny.

Na kanwie stanów faktycznych będących podstawą orzeczeń Sądu Najwyższego i sądów powszechnych, dr Ewa Plebanek w tekście Prawo karne wobec szarlatanerii medycznej, opublikowanym w miesięczniku „Prokuratura i Prawo”, przedstawia i analizuje problemy, z jakimi zmaga się wymiar sprawiedliwości w kontekście osób praktykujących praktyki pseudomedyczne, a więc m. in. takie, które pod pozorem leczenia wykorzystują metody niezweryfikowane naukowo lub uznane za bezwartościowe (uduchowiona gimnastyka, chiropraktyka, homeopatia etc.).

We wstępie autorka podkreśla, że szarlatani nie mają niczego wspólnego z dobrotliwym obliczem wiejskiego znachora Antoniego Kosiby.

O ile bowiem bohater powieści nie popełnia przestępstwa w związku ze swoją leczniczą praktyką, działalność współczesnych szarlatanów i jej skutki mogą być zdaniem autorki analizowane na przynajmniej trzech płaszczyznach:

  • skutkowych typów czynu zabronionego przeciwko życiu i zdrowiu, mianowicie art. 155 k.k. (nieumyślne spowodowanie śmierci), albo art. 160 k.k. (narażenie człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu) – gdzie skutkiem jest stan bezpośredniego niebezpieczeństwa;
  • przestępstwa oszustwa, stypizowanego w art. 286 k.k.;
  • pozakodeksowych wykroczeń i występków, chroniących co do zasady zdrowie publiczne.

Szarlatani mogą odpowiadać za typy skutkowe

Na wstępie autorka zauważa, że praktyki pseudomedyczne często nie są same w sobie groźne dla życia lub zdrowia. Choć bowiem działalność szarlatanów polegająca na udzielaniu „świadczeń zdrowotnych” jest bezprawna, to nie da się obiektywnie powiązać stosowania np. homeopatii czy witaminy C ze skutkami, o których mowa w art. 155 lub art. 160 k.k.

Jak podkreśla badaczka, „przyczyną zagrożenia dla życia i zdrowia, a następnie śmierci ofiar szarlatanów, jest przeważnie rozwijający się samoczynnie stan chorobowy, postępujący w sposób „naturalny”, nie neutralizowany i nie spowalniany za pomocą leczenia zgodnego z aktualną wiedzą medyczną”. Karalną czynnością sprawczą nie może być więc co do zasady działanie polegające na szeroko pojętym stosowaniu praktyk pseudomedycznych.

Według dr Plebanek, odpowiedzialność karna szarlatanów za te przestępstwa nie może być oparta także na zaniechaniu podjęcia i prowadzenia właściwego leczenia. Zgodnie bowiem z treścią art. 2 k.k., za przestępstwo skutkowe popełnione przez zaniechanie odpowiedzialności podlega ten tylko, na kim ciążył prawny, szczególny obowiązek zapobiegnięcia skutkowi, a po stronie osoby świadczącej usługi pseudomedyczne nie powstaje – zdaniem autorki – prawny, szczególny obowiązek zapobiegnięcia skutkowi na życiu i zdrowiu „pacjenta”.

Na poparcie tej tezy badaczka wskazuje różnice pomiędzy osobami wykonującymi zawody medyczne a szarlatanami – tylko przedstawiciele pierwszej grupy mogą w Polsce legalnie udzielać świadczeń zdrowotnych i tylko do nich zastosowanie znajdują ustawowe i etyczne zobowiązania w zakresie ich udzielania.

Prawna reglamentacja zawodów medycznych nie przesądza jednak o tym, że tylko ich przedstawiciele mogą być gwarantem nienastąpienia przedmiotowego skutku – są nimi bowiem również np. rodzice wobec dziecka. Bezprawność udzielania świadczeń zdrowotnych przez nie-medyków także nie wyklucza sprawowania przez nich funkcji gwaranta nienastąpienia skutku z art. 155 k.k. czy art. 160 k.k. Działania mające zapobiec skutkowi nie muszą przecież w tym przypadku polegać na leczeniu – podobnie jak w przypadku rodzica, który zamiast samodzielnie leczyć ciężko chore dziecko, zabiera je do szpitala.

Jak wskazuje A. Zoll w Komentarzu do Kodeksu karnego, źródłem obowiązku, o którym mowa w art. 2 k.k., może być także dobrowolne przyjęcie funkcji gwaranta, czyli przyjęcie zobowiązania pieczy nad określonym dobrem prawnym, np. w drodze umowy cywilnoprawnej – dokładnie tak, jak ma to miejsce w relacji szarlatana i jego „pacjenta”. Nie ma więc (moim zdaniem) przeszkód, by do medycznych oszustów stosować konstrukcję gwaranta z art. 2 k.k. Nie oznacza to, że analizowanym prawnokarnie czynem byłoby zaniechanie leczenia pacjenta – inna jest bowiem treść obowiązku gwaranta po stronie osoby wykonującej zawód medyczny, inna zaś w przypadku pseudolekarza, od którego nie można prawnie wymagać, by leczył.

Autorka konkluduje, że „podstawą do przypisania odpowiedzialności karnej za przestępstwo przeciwko życiu lub zdrowiu osoby mającej styczność z osobą świadczącą usługi pseudomedyczne mogą być jedynie bezprawne aktywności sprawcy, które na płaszczyźnie przyczynowej i normatywnej można powiązać ze skutkiem w postaci śmierci lub chociażby narażenia „pacjenta” na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu”.

Kiedy „chcącemu dzieje się krzywda”

Autorka zauważa, że obiektywne przypisanie skutku samo w sobie może okazać się w tych sprawach niewystarczające. Należy bowiem rozważyć kwestię przyczynienia się pokrzywdzonego.

W nauce prawa karnego przyjmuje się, że okolicznością wyłączającą bezprawność zachowania naruszającego przepis prawa karnego jest zgoda dysponenta dobra prawnego na określoną ingerencję w to dobro. Zdrowie i wolność są dobrami prawnymi tego rodzaju, że można nimi dysponować, czemu na gruncie prawa karnego i medycznego odpowiada instytucja zgody lub braku zgody na udzielenie świadczenia zdrowotnego.

Co do zasady każdy dorosły człowiek może rozporządzać swoim dobrem prawnym w postaci wolności i zdrowia, a więc wyrazić zgodę na określone leczenie, odmówić tej zgody czy też zdecydować się na leczenie u pseudolekarza.

Można więc prima facie stwierdzić, że osoby korzystające ze świadczeń pseudomedycznych narażają się same. Nie jest to jednak takie oczywiste.

Jak zaznacza dr Plebanek, „warunkiem wykluczenia bezprawności w tego rodzaju sytuacjach zawsze jest świadomość dysponenta dobrem wszelkich istotnych okoliczności pozwalających racjonalnie oszacować ryzyko dla zdrowia”.

Autorka twierdzi, że „istnieje zasadnicza różnica pomiędzy świadomą i poinformowaną zgodą, tudzież sprzeciwem pacjenta na świadczenia zdrowotne, a sytuacją, w której dana osoba poddaje się zabiegom pseudomedycznym, decydując o zaprzestaniu właściwego leczenia na podstawie informacji zmanipulowanych lub fałszywych”.

W profesjonalnych stosunkach medycznych poinformowanie pacjenta jest zapewnione przez ustawowe reguły dotyczące obowiązku informacyjnego, ciążącego na lekarzu, co umożliwia pacjentowi realizację prawa do samostanowienia. Autorka uważa, że „gdy decyzje osoby poddającej się praktykom pseudomedycznym nie są świadome i poinformowane, ale podejmowane pod wpływem błędu co do istotnych okoliczności, osoba ta nie korzysta z prawa do samostanowienia”.

Jako przykład takiego zachowania dr Plebanek wskazuje sytuację, w której pseudolekarz cieszący się u terminalnie chorego dużym autorytetem, wprowadził go w błąd co do stanu zdrowia, a następnie aktywnie odwiódł od uzyskania profesjonalnej pomocy medycznej, w wyniku czego chory przedwcześnie zmarł.

Nie można jednak zapominać o spełnieniu pozostałych przesłanek obiektywnego przypisania skutku. Jak zasadnie wskazuje autorka, „możliwość przypisania śmiertelnego skutku zaistnieje wyłącznie pod warunkiem ustalenia, że pacjent korzystając z profesjonalnego leczenia miałaby istotną medycznie szansę, aby choćby nieznacznie odsunąć w czasie śmierć z powodu choroby”. Takie też jest stanowisko Sądu Najwyższego (wyrok SN z 24.08.2023 r., III KK 461/22).

Ostatecznie badaczka dochodzi do wniosku, że „nie ma luki kryminalizacyjnej w odniesieniu do zachowań związanych z szarlatanerią medyczną, a poszerzanie zakresu kryminalizacji nie wydaje się proporcjonalne, konieczne i racjonalne”.


Opracował Hubert Trzciński – student prawa na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego

Zdjęcie wygenerowano przy użyciu narzędzia Gemini.


Projekt dofinansowany ze środków budżetu państwa, przyznanych przez Ministra Nauki w ramach Programu Społeczna odpowiedzialność nauki II.

Czytaj więcej

Projekt dofinansowany ze środków budżetu państwa, przyznanych przez Ministra Nauki w ramach programu Społeczna odpowiedzialność nauki II.

Copyright © 2017-2026 by Krakowski Instytut Prawa Karnego Fundacja / ISSN: 2544-9052