Posłowie Prawa i Sprawiedliwości próbowali odgrzać temat rzekomego prześladowania chrześcijan w Polsce. Powołali się przy tym na odrzucenie przez Sejm w 2025 r. projektu zaostrzającego odpowiedzialność karną za obrazę uczuć religijnych. Fakty są takie, że obywatelski projekt nowelizacji prawa karnego trafił do Sejmu już w 2022 r., za rządów Zjednoczonej Prawicy. Ówczesny Sejm ustawy nie uchwalił – analizuje dr hab. prof. UJ Mikołaj Małecki.
Na konferencji prasowej klubu Prawo i Sprawiedliwość 24 września 2025 r. poseł Michał Wójcik mówił: „To ta władza wyrzuciła do śmieci obywatelski projekt, który miał chronić chrześcijan w Polsce przed atakami. Kilka dni temu do jednego z kościołów w małej miejscowości wchodzi półnagi mężczyzna, szarpie księdza, przewraca przedmioty liturgiczne. Co prawda, jest teraz w areszcie, ale tego rodzaju osoby zostały zachęcone polityką tego rządu. Gdyby była ta ustawa, nie byłoby takich sytuacji” (wypowiedź podana w serwisie X).
Jak było za rządów PiS?
W rzeczywistości to poprzednia władza skazała na niebyt obywatelski projekt zaostrzający prawo karne w sferze wolności religijnych.
- Projekt pod hasłem obrony chrześcijan wpłynął do Sejmu 4 października 2022 r. (druk nr 2756).
- 14 grudnia 2022 r. odbyło się jego pierwsze czytanie.
- Prace komisyjne ciągnęły się aż do 13 kwietnia 2023 r.
- Drugie czytanie miało miejsce dopiero 14 czerwca 2023 r. Potem prace ustały.
Podkreślmy, że władzę sprawowało Prawo i Sprawiedliwość, a prezydentem był Andrzej Duda.
Od samego początku forsowanemu projektowi towarzyszyła fałszywa narracja pod hasłem „obrony chrześcijan”. W rzeczywistości przepisy nie odnosiły się tylko do chrześcijan. Była w nich mowa konsekwentnie o kościele lub związku wyznaniowym, dowolnym.
Proponowane regulacje chroniły więc także np. wyznawców islamu. Podkreślanie, że chodzi o obronę chrześcijan mogło wprowadzać w błąd obywateli, którzy podpisywali projekt.
Czy ci, którzy podpisywali inicjatywę, byli tego świadomi? Czy gdyby wiedzieli, że podpisują przepisy w obronie wyznawców islamu, udzieliliby im poparcia?
Sytuacja była więc paradoksalna. Projektodawcy wbrew własnemu projektowi dyskryminowali inne religie, skupiając się na chrześcijanach, mimo że przepisy nie ograniczały się tylko do tej religii. Reklamowali inicjatywę jako broniącą chrześcijan, czyli grupę rzekomo uprzywilejowaną, wprost sprzecznie z treścią projektu, celując w określony elektorat, by zdobyć polityczny poklask – również na bazie niechęci do innych religii.
Obraza człowieka czy Boga?
Projekt był krytykowany z wielu różnych powodów. Proponowano, by z przepisu o obrazie uczuć religijnych wykreślić znamię „złośliwie”. Wymóg złośliwości zawęża penalizację i jest to racjonalne. Wiele działań nawet samych wiernych może podpadać pod przeszkadzanie w obrzędzie religijnym, ale oczywiście nikt nie chce ścigać ich za przestępstwo.
Przykładowo, jeśli ktoś przyjdzie na pasterkę w stanie lekkiej nietrzeźwości i będzie od niego czuć alkohol, może przeszkadzać innym uczestnikom mszy. Bez wymogu złośliwości, taka osoba w zamiarze ewentualnym przeszkadza w nabożeństwie i popełnia czyn zabroniony.
Wątpliwości budziło również wprowadzenie kary za typowe bluźnierstwo. W Kodeksie karnym z 1932 r. znajdowało się przestępstwo obrazy Boga.
Współcześnie przepisy Kodeksu karnego odnoszą się do dóbr doczesnych, a nie transcendencji – to człowiek, a nie Bóg, potrzebuje ochrony prawnej.
Projekt odwracał tę zasadę: nie trzeba byłoby wykazywać naruszenia dóbr osobistych człowieka, lecz wystarczyłoby stwierdzić, że zaistniał zamach na przedmiot kultu. To rozszerzało stosowanie przepisu, mimo że nikt na miejscu zdarzenia nie poczuł się obrażony.
Przykładowo, w takim ujęciu każdy obsceniczny gest wobec Świętej Księgi stawałby się przestępstwem, mimo że nikt nie widział, co zrobił sprawca. To zbyt szeroka kryminalizacja, sprzeczna z zasadami proporcjonalności.
Powołanie się przez posła Wójcika na niedawny przykład mężczyzny, który zakłócił nabożeństwo i skonfrontował się z kapłanem, jest oczywiście bałamutny. Wybryk obraził uczucia religijne osób, które były w świątyni i w myśl obowiązujących przepisów stanowił przestępstwo. Żadna nowelizacja nie jest potrzebna, by karać sprawcę zdarzenia opisywanego w wypowiedzi posła.
Wolność religii gwarantuje Konstytucja
W toku dyskusji o pierwotnym projekcie przewidywano też dodanie do ustawy o gwarancjach wolności sumienia i wyznania następującej klauzuli: „Nikt nie może ponosić odpowiedzialności cywilnej, karnej lub innej odpowiedzialności prawnej za wyrażanie przekonań, ocen lub opinii obecnych w nauce głoszonej przez kościół lub inny związek wyznaniowy o uregulowanej sytuacji prawnej; nie wyłącza to odpowiedzialności za zniewagę lub zakłócenie porządku lub spokoju publicznego ze względu na formę wyrażenia przekonania, oceny lub opinii”.
Przepis był absurdalny w samym założeniu. Wyrażanie przekonań religijnych jest chronione konstytucyjnie i nie trzeba powtarzać tego w ustawie. Był to kolejny przejaw oszukiwania ludzi, że oto obowiązuje rzekomo stan prawny odbierający chrześcijanom szansę wyrażania przekonań, który wymaga zmiany.
To nie politycy gwarantują wiernym możliwość głoszenia prawd wiary, lecz obowiązująca konstytucja. Warto jej przestrzegać w każdym punkcie.
Dyskusja o zmianach w prawie zawsze jest otwarta. Nie może jednak bazować na oczywistych kłamstwach, uprzedmiatawianiu chrześcijan oraz instrumentalnym wykorzystywaniu religijności i kościoła, by osiągać niegodziwe cele polityczne ze szkodą dla dobra Wspólnoty.
Grafika wygenerowana przy użyciu narzędzia Gemini.
Projekt dofinansowany ze środków budżetu państwa, przyznanych przez Ministra Nauki w ramach Programu Społeczna odpowiedzialność nauki II.
