Tematem art. 212 Kodeksu karnego – penalizującego zniesławienie – zajęła się w 2025 r. Komisja Kodyfikacyjna Prawa Karnego. Warto uwspółcześnić kodeksową konstrukcję zniesławienia, jednak całkowita depenalizacja zadawania człowiekowi ran słowem nie jest dobrym rozwiązaniem – analizuje prof. UJ Mikołaj Małecki.
Od czasu wejścia w życie Kodeksu karnego z 1997 r. zmieniło się podejście do ochrony wolności słowa, szczególnie w związku z rozwojem internetu i mediów społecznościowych, które umożliwiają – a wręcz zachęcają – do dzielenia się informacjami, przekazywania niepochlebnych opinii na temat funkcjonowania firm, jakości produktów, sposobu obsługi klienta itd.
Zarzuty stawiane w komentarzach do internetowych aukcji czy na publicznych profilach prowadzonych przez przedsiębiorców mogą nosić znamiona zniesławienia, jednak uzasadniona krytyka oparta na prawdzie nie powinna spotykać się z reakcją państwa.
Prawda też przestępstwem
Dziś penalizowane jest nie tylko mówienie nieprawdy, ale także publiczne podanie prawdziwej informacji dotyczącej właściwości czy postępowania innej osoby lub firmy.
Penalizacja prawdy oznacza, że wyżej cenione jest dobre imię człowieka niż dzielenie się prawdziwymi informacjami o otaczającej nas rzeczywistości. Można mieć wątpliwość, czy takie wyważenie wartości jest nadal aktualne.
Prawda jest wymieniona w preambule Konstytucji jako jedna z naczelnych, uniwersalnych wartości, na których opiera się ustrój państwa demokratycznego.
Pomysł depenalizacji zniesławienia, którego podstawą jest prawdziwa informacja o czyimś postępowaniu lub właściwościach, jawi się jako uzasadniony. Nie pozbawia to ochrony dobrego imienia danej osoby – pamiętajmy, że naruszenie dobrego imienia za sprawą prawdziwego zarzutu może być egzekwowane w drodze pozwu cywilnego.
Na masową skalę
Zmiany technologiczne mają wpływ na percepcję przepisów Kodeksu karnego, przewidujących odpowiedzialność karną za zniesławienie w typie podstawowym oraz zniesławienie kwalifikowane z powodu wykorzystania przez sprawcę środków masowego komunikowania (art. 212 § 2 k.k.).
Rozwój mediów społecznościowych sprawił, że dziś każdy człowiek z łatwością może popełnić tę drugą odmianę zniesławienia, narażając się na karę pozbawienia wolności.
Paradoksalnie, typ kwalifikowany może wchodzić w grę w praktyce o wiele częściej niż typ podstawowy, popełniany niepublicznie bądź publicznie, ale bez użycia internetu.
Tymczasem powinno być odwrotnie – typ kwalifikowany to wyjątek od zasady, używany statystycznie rzadziej od przepisu podstawowego.
Z upływem czasu proporcje te uległy naturalnym zmianom, a zdecydowało o tym otoczenie pozanormatywne Kodeksu karnego.
- W 1997 r. niewiele osób było w stanie popełnić zniesławienie przy użyciu środków masowego przekazu. Dostęp do radia, prasy czy tradycyjnej telewizji był mocno reglamentowany.
- W realiach 2025 r. każdy posiadacz telefonu czy komputera ma sposobność popełnienia przestępstwa przy użyciu środków komunikowania się na masową skalę i to w skali całego globu, w sposób bardzo prosty, natychmiastowy i powtarzalny w zasadzie bez żadnych ograniczeń.
Zmiany w przepisach wymusza rzeczywistość. Pomysł wykreślenia typu kwalifikowanego na rzecz penalizacji w jednym przepisie każdej odmiany zniesławienia to krok z duchem czasu. Rodzi się jednak pytanie, jaki jest sens penalizowania zniesławień popełnianych niepublicznie bądź publicznie, lecz nie na masową skalę.
Może lepiej ograniczyć odpowiedzialność karną do zarzutów stawianych wyłącznie w taki sposób, że zniesławiająca treść może trafić do bliżej nieokreślonego kręgu odbiorców. Typowym przykładem takiego zniesławienia jest popełnienie go w Internecie.
To ostatnie rozwiązanie współgrałoby z konstytucyjną zasadą proporcjonalności oraz postrzeganiem prawa karnego jako ultima ratio – wkraczającego wyłącznie w przypadkach szczególnie karygodnych.
Słowo rani jak pięść
Całkowita depenalizacja zniesławienia nie służyłaby ochronie istotnych dóbr prawnych. Słowo może ranić bardziej niż atak fizyczny.
Trudno odkręcić zniesławiający zarzut, który rozprzestrzeni się w opinii publicznej. Dlatego mechanizmy prawa cywilnego nie stanowią wystarczającego zabezpieczenia dobrego imienia we wszystkich możliwych sytuacjach.
W pełni uzasadniona jest natomiast depenalizacja zniesławienia obejmującego prawdziwe zarzuty kierowane wobec osób pełniących funkcje publiczne.
Konstrukcja kontratypu z art. 213 k.k. odwraca ciężar dowodu: to pomawiający musi dziś dowodzić prawdziwości zarzutu. Lepiej więc całkowicie wyłączyć tego typu sytuacje ze znamion karalnego zniesławienia, tak by mówienie prawdy o przedstawicielach władzy było zawsze legalne.
Funkcjonariusz nie może zniesławiać
Wątpliwości budzi zniesienie karalności zniesławienia podmiotu innego niż osoba fizyczna. Wyobrażam sobie, że treść zniesławiającego zarzutu pośrednio dotykać będzie osób fizycznych, jednak sprawca będzie się bronił, że jego wypowiedź dotyczyła przecież „tylko” instytucji lub całej firmy.
Zawężenie przepisu do działania wyłącznie z zamiarem bezpośrednim, co proponuje Komisja Kodyfikacyjne sprawi, że konieczne będzie wykazanie chęci pomówienia osoby fizycznej. Nie wystarczy godzenie się na pośrednie zniesławienie konkretnej osoby. Przy sprytnie sformułowanej wypowiedzi, nie odnoszącej się wprost do konkretnego człowieka, łatwo będzie obejść kodeksowy wymóg zamiaru bezpośredniego, zapewniając sobie bezkarność.
Obok zmian polegających na łagodzeniu odpowiedzialności karnej za zniesławienie, warto zaostrzyć ją w jednym punkcie.
Proponowałbym wprowadzenie surowszej odpowiedzialności karnej – zagrożonej karą pozbawienia wolności – dla funkcjonariuszy publicznych, którzy w związku z pełnioną funkcją dopuszczają się zniesławienia osób nie będących przedstawicielami władzy.
Od organów władzy należy wymagać szczególnej troski o prawdziwość formułowanych wypowiedzi. Funkcjonariusz publiczny nie ma prawa do kłamstwa. Taka regulacja podkreślałaby, że obywatel ma prawo do ostrej krytyki władzy, lecz przedstawiciele władzy nie mają prawa wykorzystywać pełnionej funkcji, by szerzyć nieprawdę o obywatelach.
Grafika wygenerowana przy użyciu narzędzia Gemini.
Projekt dofinansowany ze środków budżetu państwa, przyznanych przez Ministra Nauki w ramach Programu Społeczna odpowiedzialność nauki II.
