czwartek, 24 września, 2026
Strona główna Tematy dnia Prof. Jan Kulesza dla Karne24.com: Definicja nielegalnego wyścigu drogowego to maszkara

Prof. Jan Kulesza dla Karne24.com: Definicja nielegalnego wyścigu drogowego to maszkara

przez Redakcja

O potrzebnych zmianach w Kodeksie karnym oraz perspektywie nowej kodyfikacji mówi w wywiadzie dla portalu Karne24.com dr hab. Jan Kulesza – profesor Uniwersytetu Łódzkiego, współautor i redaktor naukowy własnego komentarza do Kodeksu karnego oraz dydaktyk wyróżniony w 2025 r. przez Rektora UŁ nagrodą za szczególne osiągnięcia. 

Prof. Jan Kulesza brał udział w FESTIWALU PRAWO KARNE: OD ZERA, który odbył się 12 czerwca 2026 roku w Krakowie. W trakcie wydarzenia Pan Profesor wziął udział w dyskusji w ramach panelu Kodyfikacja od zera. 

Łukasz Śliz: Czy zdaniem Pana Profesora istnieje możliwość określenia jakie warunki muszą zaistnieć, by podjąć prace nad nową kodyfikacją karną? Czy teoria kryminalizacji może nam w tym pomóc?  

Jan Kulesza: Nie można powiedzieć, by dało się sformułować zespół okoliczności warunkujących podjęcie prac nad nową kodyfikacją karną. Mam na myśli okoliczności, które musiałyby zaistnieć łącznie albo w jakimś układzie, okoliczności, których istnienie należałoby stwierdzić. Nie mamy bogatego doświadczenia z kodyfikacjami karnymi, skoro obowiązująca jest dopiero trzecią. I dobrze. Natomiast należy przypomnieć, że powstanie każdej z nich wynikało ze szczególnego momentu historycznego – odzyskania niepodległości albo zmiany systemowej.  

Stwierdzenie, że pożądane byłoby przyjęcie nowej kodyfikacji, nie prowadzi, i nie powinno prowadzić, do jej szybkiego przyjęcia.  

Jeśli można by wskazać jakieś zwiastuny konieczności rozważenia całkowicie nowej ustawy, to są nimi takie nawarstwienie zmian, które znacznie utrudnia wymiar sprawiedliwości oraz takie zmiany ustrojowe czy społeczne, do których dostosowanie nie może nastąpić tylko w drodze nowelizacji obowiązującego Kodeksu. Żaden z nich nie występuje w obecnej sytuacji.  

Nawet części Kodeksu, które zostały rzeczywiście zepsute, można naprawić w drodze nowelizacji. 

Odpowiadając natomiast na drugą część pytania – funkcją teorii kryminalizacji, której jestem autorem, nie jest rozstrzyganie o zmianach w Kodeksie czy przyjmowaniu nowego. Jest ona w sposób nieuchronny oparta na konstytucyjnej klauzuli limitacyjnej, której funkcją jest powściąganie zapędów penalizacyjnych ustawodawcy. Elementem teorii umożliwiającym w sposób pośredni odpowiedź na zadane pytanie jest ten, który bazuje na warunku przydatności ingerencji.  

Przydatność wymaga zbadania czy narzędzie, po które sięga ustawodawca w ogóle nadaje się do osiągnięcia założonego celu.  

W tym zakresie szczególnie zmiany społeczne mogłyby wskazać, że w wielu sferach prawo karne utraciło swą funkcję kształtowania zachowań społecznych, co również powinno skłonić ustawodawcę do podjęcia działań ustawodawczych. Także w zakresie środków reakcji penalnej niekiedy trudno oprzeć się wrażeniu, że po prostu nie nadają się one do osiągnięcia takiego stanu życia społecznego, do którego dąży ustawodawca i samo społeczeństwo. Natomiast ma pewną moc prokryminalizacyjną w takich przypadkach, w których państwo nie wywiązuje się z nałożonego nań obowiązku zapewnienia właściwego poziomu ochrony praw i wolności jednostki, wynikającego z art. 30 Konstytucji. Nie przesądza jednak, czy ostatecznie kryminalizacja jest pożądana, a jeśli tak, w jakim zakresie. Chodzi jedynie o sygnał istnienia pewnej sfery doświadczającej zaniedbań ze strony władzy. 

ŁŚ: Dyskusja podczas Festiwalu dotyczyła również Przestępstw 2.0. Czy zdaniem Pana Profesora istnieje zjawisko społeczne, które wymaga uregulowania – od zera lub na nowo?   

JK: Nie podzielam powszechnej wiary w to, że jedyną reakcją państwa na przejawy patologii życia społecznego ma być ustanawianie wykroczeń, a najlepiej przestępstw i w ten sposób problem zostanie rozwiązany. To nie działa.  

Prawo karne stanowi narzędzie ostateczne, a nie pierwsze.  

Jest tak, że w niektórych sferach pierwotne funkcje prawa karnego uległy modyfikacji. Mam na myśli choćby cyberbezpieczeństwo – odpowiednie przepisy Kodeksu karnego pełnią praktycznie przede wszystkim funkcję legitymującą inne działania, pozakarne. Stanowią swoistą „podkładkę” prawną. Natomiast skala ścigania tych przestępstw pozostaje bez jakiegokolwiek związku ze skalą rzeczywistej formalnej realizacji ich znamion, ze względów oczywistych.  

Jest też tak, że niewątpliwie wprowadzenie karalności zachowania stanowi wyraz potępienia go przez społeczeństwo i może powściągać niektórych potencjalnych sprawców przed popełnieniem czynów zabronionych.  

Natomiast penalizacja nie oznacza, że niepożądane zjawisko zniknie. 

Prawo karne nie reguluje zjawisk społecznych – czyni to samo społeczeństwo. Prawo karne zawiera jedynie sankcje za niepodporządkowanie się regułom, które są względem niego pierwotne czasowo i logicznie. W Kodeksie karnym mogę wskazać raczej takie przepisy czy ich grupy, które nie tyle wymagają uregulowania sfery życia „na nowo”, ile zakres ich karalności należy ująć na nowo. Za przykład może posłużyć choćby obecne ujęcie art. 197 § 1 k.k., które jest legislacyjnym potworkiem.  

Podobnie system środków reakcji penalnej należałoby napisać całkowicie od początku. W obecnym kształcie zatraciła się swoboda sędziowskiego orzekania i odpowiednie przepisy przypominają raczej instrukcję obsługi jakiegoś urządzenia, a nie prawo stanowiące podstawę urzeczywistniania sprawiedliwości.  

Pragnę przypomnieć, że taki projekt „przepisania” na nowo znacznej części Kodeksu karnego został przedstawiony przez ówczesną Komisję Kodyfikacyjną Prawa Karnego jesienią 2013 r. Jednak, nieomal bez dyskusji nad nim, został pogrzebany w atmosferze medialno-politycznej histerii nawet nie trafiwszy do Sejmu, ponieważ nie spodobało się kilka jego punktów. Było to demotywujące. Ba, parafrazując zdanie z opowiadania Sławomira Mrożka: „A ci, którzy to widzieli, opuścili się życiowo i stali się chuliganami. Podobno piją wódkę i tłuką szyby. W naprawę prawa karnego nie wierzą w ogóle”.  

Myślę, że postępowanie obecnej władzy z efektami pracy aktualnej Komisji Kodyfikacyjnej niewiarę w zmiany utwierdza.  

Natomiast takie maszkary, jak kodeksowa definicja nielegalnego wyścigu, którym jest też sam drift, przechodzą proces ustawodawczy bezproblemowo. To już nie śmieszy, lecz „tumani, przestrasza”. 

ŁŚ: Gdyby znalazł się Pan Profesor w sytuacji możliwości wprowadzenia jednej zmiany do obowiązującego Kodeksu Karnego, co by to było i z jakich powodów? 

JK: Wprowadziłbym odpowiedzialność karną sądowników za zbrodnię obrazy sprawiedliwości, o brzmieniu: art. 247a. Sędzia, ławnik lub prokurator, który przekraczając swe uprawnienie lub niedopełniając obowiązku wypacza prawo i wyrządza poważną szkodę sprawiedliwości, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5. Propozycja ta została sformułowana w 2013 r. w monografii Profesora Witolda Kuleszy (zobacz).  

Pojęcie niesprawiedliwego stosowania prawa jest tak samo stare, jak prawo i sędzia.  

Taką samą długą historię ma zagadnienie odpowiedzialności sędziego za wydanie wypaczającego prawo wyroku i drakońskie ukaranie podsądnego. W demokratycznym państwie prawnym zarówno władza ustawodawcza, jak i władza wykonawcza podlegają kontroli zewnętrznej sprawowanej przez trzecią władzę, jaką jest sądownictwo. Natomiast władza sądownicza zdana jest prawie całkowicie na samokontrolę, co jest zadaniem szczególnie trudnym do wykonania. 

Władza sądownicza występuje w roli sędziego we własnej sprawie, a więc w „sprawie sprawiedliwości.  

Istnieją historyczne, społeczne i prawno-dogmatyczne racje uzasadniające odpowiedzialność karną sędziów i prokuratorów za wypaczanie prawa w sposób, który obraża sprawiedliwość, czyniąc wyrok, w którego wydaniu współdziałają, sądową zbrodnią. Jest nią orzeczenie tak niesprawiedliwe, że zawarte w nim bezprawie, sprzeczne z elementarnym poczuciem sprawiedliwości, jest rozpoznawalne przez każdego, nie tylko prawnika. Niezawisłość sędziowska nie stanowi bowiem tylko konstytucyjnego przymiotu wyrokującego sędziego, lecz jest również gwarancją dla wszystkich obywateli stających przed sądami, respektowania ich praw człowieka i obywatela oraz przysługujących im wolności.  

Immunitet nie powinien zatem chronić sędziego czy prokuratora przed odpowiedzialnością, także karną, za wypaczanie prawa.  

Odpowiedni przepis funkcjonuje choćby w Niemczech, a w polskim systemie znajdziemy przykłady pokazujące jego zasadność. Polski Sąd Najwyższy w uchwale z 2007 r. uczynił nieodpowiedzialność sędziów i prokuratorów zasadą prawną w kontekście złamania zakazu retroaktywności prawa karnego w trakcie orzekania na podstawie dekretu o stanie wojennym (zobacz uchwałę). Jest to prawnicze horrendum – zaakceptowanie przez organ władzy sądowniczej o najwyższym autorytecie złamania jednej z podstawowych zasad prawa karnego, czyli lex retro non agit.  


Rozmawiał: Łukasz Śliz – student prawa na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego 

Zdjęcie: KIPK 


Projekt dofinansowany ze środków budżetu państwa, przyznanych przez Ministra Nauki w ramach Programu Społeczna odpowiedzialność nauki II.

Czytaj więcej

Projekt dofinansowany ze środków budżetu państwa, przyznanych przez Ministra Nauki w ramach programu Społeczna odpowiedzialność nauki II.

Copyright © 2017-2026 by Krakowski Instytut Prawa Karnego Fundacja / ISSN: 2544-9052