O wyzwaniach prawa karnego związanych z rozwojem nowych technologii i idących za tym zagrożeniach mówi w wywiadzie dla portalu Karne24.com dr hab. Wojciech Zalewski, prof. UG – dziekan Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego, członek Rady Głównej ds. Społecznej Readaptacji i Pomocy Skazanym.
Prof. Wojciech Zalewski brał udział w FESTIWALU PRAWO KARNE: OD ZERA, który odbył się 12 czerwca 2026 roku w Krakowie. W trakcie wydarzenia Pan Profesor wziął udział w dyskusji w ramach panelu Przestępstwa 2.0.
- Zobacz: Festiwal Prawo Karne: Od Zera.
Łukasz Śliz: Czy zdaniem Pana Profesora obecny Kodeks karny jest kodyfikacją na miarę naszych czasów – w sensie społecznym i kulturowym? Co ewentualnie należałoby w nim poprawić?
Wojciech Zalewski: Polski Kodeks karny z 1997 roku był niewątpliwie jedną z ważniejszych i lepiej przygotowanych kodyfikacji całego okresu transformacji ustrojowej. Powstawał w określonym momencie historycznym, gdy po 1989 roku konieczne było odejście od rozwiązań właściwych państwu autorytarnemu i stworzenie nowoczesnego prawa karnego demokratycznego państwa prawnego. W tym sensie był to kodeks „na miarę czasu”, w którym powstał.
Problem polega jednak na tym, że od tego czasu świat społeczny, kulturowy i technologiczny bardzo się zmienił, a sam kodeks był wielokrotnie nowelizowany. Nie zawsze były to zmiany wynikające ze spójnej wizji polityki karnej. Często miały charakter punktowy, reaktywny oraz podejmowany pod wpływem bieżących wydarzeń, emocji społecznych czy presji politycznej. W efekcie kodeks utracił część swojej pierwotnej systemowej przejrzystości.
Dobre prawo karne powinno być stabilne, przewidywalne i oszczędne.
Nie powinno być stale dopisywanym katalogiem reakcji na kolejne medialne zjawiska.
Mam też wrażenie, że współczesne prawo karne stoi przed problemem głębszym niż tylko kwestia technicznych poprawek. Zmienia się bowiem samo rozumienie funkcji prawa karnego. Klasycznie prawo karne było przede wszystkim odpowiedzią na popełniony czyn. Chodziło o winę, odpowiedzialność, sprawiedliwą reakcję i ochronę podstawowych dóbr prawnych.
Dziś coraz częściej prawo karne i cały system reakcji państwa przesuwają się w stronę zarządzania ryzykiem.
Coraz mniej pytamy wyłącznie o to, jak sprawiedliwie ukarać za to, co już się wydarzyło, a coraz bardziej o to, jak przewidywać, monitorować i kontrolować przyszłe zagrożenia.
To zjawisko określam w swoich badaniach mianem kontrologii. Chodzi o przesunięcie akcentu z kary na kontrolę – z odpowiedzialności za czyn na ocenę ryzyka, z refleksji nad przyczynami przestępczości na pytanie, jak sprawnie zarządzać zagrożeniem. Nie twierdzę, że kontrola jest niepotrzebna. Każde państwo musi dysponować mechanizmami zapobiegania przestępczości. Problem pojawia się wtedy, gdy kontrola zaczyna wypierać myślenie o człowieku, odpowiedzialności, przyczynach dewiacji i o granicach ingerencji państwa.
Dlatego gdybym miał wskazać, co należałoby poprawić, powiedziałbym – mniej przypadkowych nowelizacji, więcej namysłu systemowego. Prawo karne musi reagować na nowe zjawiska, takie jak cyberprzestępczość, sztuczną inteligencję, deepfake’i, nowe formy oszustw czy naruszeń prywatności, ale nie powinno ulegać przekonaniu, że każdy problem społeczny wymaga natychmiastowej penalizacji. Kodeks karny nie może zastępować polityki społecznej, edukacji, odpowiedzialności platform cyfrowych ani mądrej regulacji administracyjnej. Powinien pozostać środkiem ostatecznym.
ŁŚ: Naukowo zajmuje się Pan Profesor zderzeniem kary i kontroli wykonywanej przez państwo. Czy może Pan wyjaśnić na czym polega różnica między rozłożeniem akcentów na obie sfery?
WZ: Różnica jest zasadnicza. Kara jest reakcją na czyn już popełniony. Zakłada, że człowiek ponosi odpowiedzialność za konkretne zachowanie, które można mu przypisać. W centrum klasycznego prawa karnego znajduje się więc czyn, wina, odpowiedzialność i proporcjonalna reakcja państwa.
Kontrola ma inną logikę. Jest bardziej prospektywna, zwrócona ku przyszłości. Jej podstawowe pytanie brzmi nie tyle: „co sprawca zrobił?”, ile: „jakie ryzyko stwarza?” albo „jak można zapobiec przyszłemu zagrożeniu?”. W praktyce oznacza to rozwój monitoringu, dozoru elektronicznego, rejestrów, ocen ryzyka recydywy, algorytmów predykcyjnych, analiz danych i narzędzi sztucznej inteligencji.
Coraz częściej wymiar sprawiedliwości chce nie tylko osądzać przeszłość, ale także przewidywać przyszłość.
To przesunięcie jest jednym z najważniejszych procesów zachodzących we współczesnym prawie karnym i kryminologii. W drugiej połowie XX wieku doszło do kryzysu wiary w klasyczną resocjalizację i w możliwość jednoznacznego wyjaśnienia przyczyn przestępczości. W odpowiedzi zaczęto szukać metod bardziej praktycznych: mniej pytano „dlaczego ludzie popełniają przestępstwa?”, a bardziej „co działa?”. To doprowadziło do rozwoju podejścia menadżerskiego, aktuarialnego, opartego na ocenie ryzyka i zarządzaniu populacjami sprawców.
Tylko że w tym miejscu pojawia się poważne niebezpieczeństwo.
Technologie kontroli mogą być użyteczne, ale łatwo im przypisać zbyt dużą moc.
Można uwierzyć, że skoro mamy więcej danych, więcej monitoringu i bardziej zaawansowane algorytmy, to automatycznie mamy też więcej bezpieczeństwa. Tymczasem to nie jest takie proste. System może być statystycznie skuteczny wobec dużych grup, a jednocześnie niesprawiedliwy wobec konkretnego człowieka. Ocena ryzyka zawsze niesie ryzyko błędu.
ŁŚ: Wobec tego jakie mogą być zagrożenia wynikające ze zwiększenia przez państwo nacisku na kontrolę w obszarze prawa karnego?
WZ: Zderzenie kary i kontroli jest zderzeniem dwóch wizji człowieka. W modelu kary człowiek jest podmiotem odpowiedzialności. W modelu czystej kontroli może stać się obiektem zarządzania, przypadkiem w systemie, nośnikiem ryzyka. To rodzi pytania nie tylko prawne, ale też etyczne i polityczne. Kto będzie kontrolował kontrolujących? Jak sprawdzić, czy systemy kontroli są rzetelne? Jak uniknąć sytuacji, w której dla poczucia bezpieczeństwa poświęcamy zbyt wiele wolności?
Warto też zauważyć paradoks. Rozwój alternatyw dla więzienia, środków probacyjnych, dozoru czy sankcji wolnościowych miał ograniczać represję. Tymczasem badania pokazują, że bywa odwrotnie – zamiast zastępować więzienie, nowe formy kontroli często poszerzają sieć oddziaływania państwa. Coraz więcej osób trafia pod różnego rodzaju nadzór, nawet jeśli nie zmniejsza się przez to zasadniczo populacja więzienna. W kryminologii określa się to jako efekt net widening, czyli poszerzania sieci kontroli.
Nie jestem przeciwnikiem kontroli jako takiej. Byłoby to nieracjonalne. Uważam jednak, że musimy zachować świadomość jej ograniczeń. Prawo karne nie powinno bezrefleksyjnie przechodzić od sprawiedliwości do efektywności, od odpowiedzialności do zarządzania, od człowieka do algorytmu. Technologia może wspierać wymiar sprawiedliwości, ale nie może zastąpić osądu, odpowiedzialności i humanistycznego wymiaru prawa.
ŁŚ: Tendencja ustawodawcy to penalizacja zjawisk w Internecie. Co oprócz omówionego w trakcie Festiwalu problemu patostreamingu wymaga naszej uwagi w tym obszarze? A może w ogóle nie należy używać kodeksu karnego, by zarządzać netykietą?
WZ: Internet nie jest przestrzenią wyłączoną spod prawa. Nie mam wątpliwości, że tam, gdzie w sieci dochodzi do rzeczywistego naruszenia dóbr prawnych, państwo powinno reagować. Dotyczy to zwłaszcza przemocy, wykorzystywania osób małoletnich, oszustw, gróźb, nawoływania do przestępstw, znęcania się czy naruszania prywatności. Patostreaming może być bardzo poważnym zjawiskiem, zwłaszcza gdy łączy się z przemocą, poniżaniem innych osób, demoralizacją nieletnich albo komercyjnym wykorzystywaniem patologicznych zachowań.
Jednocześnie byłbym ostrożny wobec przekonania, że na każde nowe zjawisko internetowe należy natychmiast odpowiadać nowym typem przestępstwa.
Prawo karne nie powinno służyć do zarządzania netykietą.
Nie jest też kodeksem dobrego wychowania w Internecie. Ma chronić podstawowe dobra prawne, a nie regulować wszystkie zachowania niekulturalne, wulgarne, głupie czy społecznie szkodliwe w sensie potocznym.
W przypadku Internetu szczególnie łatwo o penalny populizm. Pojawia się nowe zjawisko, budzi społeczne oburzenie, media pokazują drastyczne przykłady, a ustawodawca chce szybko udowodnić, że reaguje. Tyle że szybka reakcja nie zawsze oznacza dobrą reakcję. Czasem skuteczniejsze będą instrumenty prawa cywilnego, administracyjnego, regulacje dotyczące platform internetowych, odpowiedzialność dostawców usług, sprawne procedury usuwania treści, edukacja medialna i cyfrowa, a także wsparcie rodziców, szkół i organizacji społecznych.
Największym wyzwaniem najbliższych lat może nie być już sam patostreaming w znanej nam formie, ale zjawiska związane z generatywną sztuczną inteligencją. Deepfake’i, fałszywe nagrania, podszywanie się pod inne osoby, zautomatyzowana dezinformacja, manipulowanie obrazem i głosem – to wszystko może naruszać dobra osobiste, prywatność, bezpieczeństwo obrotu prawnego, a nawet proces demokratyczny. Tutaj rzeczywiście konieczna będzie poważna refleksja nad granicami odpowiedzialności prawnej.
ŁŚ: Czy problem odpowiedzialności karnej za przestępstwa związane z nowymi technologiami łączy się ze wspomnianym przez Pana Profesora naciskiem na kontrolę w obszarze prawnokarnym?
WZ:
Internet kusi państwo do rozbudowy kontroli.
Skoro wszystko zostawia ślad cyfrowy, łatwo uznać, że należy więcej monitorować, więcej przewidywać, więcej automatyzować. Ale to prowadzi nas z powrotem do podstawowego pytania kontrologii– czy większa kontrola rzeczywiście rozwiązuje problem, czy tylko tworzy poczucie bezpieczeństwa? Można przecież zbudować system bardzo rozbudowanego nadzoru, który będzie kosztowny, ingerencyjny i wcale niekoniecznie skuteczny.
Dlatego w odniesieniu do patostreamingu i innych zjawisk internetowych opowiadałbym się za zasadą proporcjonalności. Prawo karne – tak, ale tylko tam, gdzie mamy do czynienia z realnym naruszeniem istotnych dóbr prawnych, a nie gdy chodzi jedynie o próbę karnego wymuszenia kultury debaty czy dobrych manier w sieci. Państwo powinno chronić obywateli przed przemocą, wykorzystywaniem i manipulacją, ale nie powinno budować systemu powszechnej cyfrowej kontroli pod pretekstem walki z patologiami Internetu.
Można powiedzieć szerzej: XX wiek był w dużej mierze wiekiem wiary w karę.
XXI wiek staje się wiekiem wiary w kontrolę.
Moim zdaniem najważniejsze pytanie na przyszłość brzmi nie tylko: „jak karać?”, ale również: „jak kontrolować kontrolę?” I co może konkretniejsze: „jak kontrolować kontrolerów?”. To pytanie będzie coraz ważniejsze wraz z rozwojem sztucznej inteligencji, analizy danych i cyfrowych narzędzi nadzoru. Prawo karne powinno chronić społeczeństwo, ale nie może stać się narzędziem nieograniczonego zarządzania ludzkimi zachowaniami.
Rozmawiał: Łukasz Śliz – student prawa na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego
Zdjęcie: KIPK
Projekt dofinansowany ze środków budżetu państwa, przyznanych przez Ministra Nauki w ramach Programu Społeczna odpowiedzialność nauki II.
