PODZIEL SIĘ

Dwoistość stanu rzeczy

„To ptak! To samolot!” mieli komentować zadziwieni mieszkańcy Metropolis nadlatującą odzianą w niebiesko-czerwony strój postać z literą „S” na piersi. Dziś mieszkańcy największych polskich miast mogą w pewnym sensie podjąć się podobnej dysputy widząc osobę pędzącą w ich kierunku na elektrycznej hulajnodze. Czy to po prostu szybko poruszający się pieszy (trochę jak człowiek na rolkach lub „analogowej” hulajnodze), czy też pojazd mechaniczny niczym nie różniący się od skutera? Dlaczego w sumie odpowiedź na to pytanie miałaby mieć znaczenie? A no dlatego, że inaczej polskie prawo reguluje uprawnienia/obowiązki pieszego a inaczej pojazdów kołowych. Niby oczywiste, ale jak zawsze przysłowiowy diabeł tkwi w szczegółach.

W mediach ostatnimi czasy pojawiły się opisy dwóch sytuacji drogowych z elektryczną hulajnogą w roli głównej (jedna tragiczna, druga nieco mniej) z zupełnie rozbieżnymi komentarzami. Pierwsza to przypadek zderzenia się na warszawskim Krakowskim Przedmieściu nastolatka jadącego na hulajnodze elektrycznej z pieszą. Wedle doniesień to piesza została ukarana mandatem, dlatego, że niespodziewanie zmieniła swoją pozycję (pozowała do selfie) i zagrodziła tym samym drogę hulajnogiście. Komentujący to mec. Piotr Schramm wskazał, że wedle polskiego prawa hulajnogista to po prostu pieszy, sygnalizując palącą potrzebę zmian tego stanu rzeczy. Zgoła odmiennie ocenił problematykę poruszania się hulajnogą elektryczną Sąd Rejonowy Lublin-Zachód w Lublinie (sygn. akt III K 302/15). Śmiertelny wypadek wydarzył się na przejściu dla pieszych, przez które przejeżdżał na hulajnodze elektrycznej 10-latek i wpadł pod autobus. Z pełną stanowczością Sąd stwierdził, że elektryczna hulajnoga spełnia wszelkie elementy definicji motoroweru (pojazd dwu- lub trójkołowy zaopatrzony w silnik spalinowy o pojemności skokowej nieprzekraczającej 50 cm3 lub w silnik elektryczny o mocy nie większej niż 4 kW, którego konstrukcja ogranicza prędkość jazdy do 45 km/h – art. 2 pkt 46) prawa o ruchu drogowym).

Zatem kto ma rację i dlaczego miałoby to dla nas mieć znaczenie?

Pieszy, czyli kto?

Argumenty obu stron są w pewnym sensie wykluczające, bo oparte na tej samej ustawie, czyli Prawie o ruchu drogowym (dalej p.r.d.). Definiuje ona pieszego jako

osobę znajdującą się poza pojazdem na drodze i niewykonującą na niej robót lub czynności przewidzianych odrębnymi przepisami; za pieszego uważa się również osobę prowadzącą, ciągnącą lub pchającą rower, motorower, motocykl, wózek dziecięcy, podręczny lub inwalidzki, osobę poruszającą się w wózku inwalidzkim, a także osobę w wieku do 10 lat kierującą rowerem pod opieką osoby dorosłej.

Wydaje się, że dla uznania za pieszego kluczowe jest spełnienie kumulatywnie dwóch warunków – wypowiedzianego wprost, tj. pozostawania poza pojazdem na drodze oraz niewypowiedzianego – używającego nóg jako jedynego „środka napędu”. Przepis precyzuje dalej, że pieszym jest także osoba poruszająca się na wózku inwalidzkim (to oczywiste), pchająca rower itp. (słusznie – jasne wskazanie, że to nie rowerzysta itp.), pchająca wózek dziecięcy itp. (bez sensu – trudno tutaj mieć racjonalne wątpliwości co do statusu) oraz dziecko kierujące rowerem pod opieką dorosłego (niech będzie). Struktura p.r.d. jest jednak specyficzna i definicje często mają charakter negatywny (wykluczający) stąd poprawna ocena kto (co) jest kim (czym) wymaga poskładania ustawowych puzzli. Zatem korzystając z dobrodziejstwa słowniczka z art. 2 p.r.d. rekonstruujemy następującą definicję pieszego (pozwolę sobie pominąć wskazanie poszczególnych punktów czy liter przy tym przepisie).

Zatem PIESZTY to:

Osoba znajdująca się poza pojazdem, tj. środkiem transportu przeznaczonym do poruszania się po drodze oraz maszyną lub urządzeniem do tego przystosowanym, na drodze tj. wydzielonym pasie terenu składającym się z jezdni (części drogi przeznaczonej do ruchu pojazdów), pobocza (części drogi przyległej do jezdni, która może być przeznaczona do ruchu pieszych lub niektórych pojazdów, postoju pojazdów, jazdy wierzchem lub pędzenia zwierząt), chodnika (części drogi przeznaczoną do ruchu pieszych), drogi dla pieszych lub drogi dla rowerów (drogi lub jej części przeznaczonej do ruchu rowerów, oznaczonej odpowiednimi znakami drogowymi), łącznie z torowiskiem pojazdów szynowych znajdującym się w obrębie tego pasa, przeznaczony do ruchu lub postoju pojazdów, ruchu pieszych, jazdy wierzchem lub pędzenia zwierząt i niewykonującą na niej robót lub czynności przewidzianych odrębnymi przepisami.

Za PIESZEGO uważa się RÓWNIEŻ osobę prowadzącą, ciągnącą lub pchającą rower (pojazd o szerokości nieprzekraczającej 0,9 m poruszany siłą mięśni osoby jadącej tym pojazdem, który może być wyposażony w uruchamiany naciskiem na pedały pomocniczy napęd elektryczny zasilany prądem o napięciu nie wyższym niż 48 V o znamionowej mocy ciągłej nie większej niż 250 W, którego moc wyjściowa zmniejsza się stopniowo i spada do zera po przekroczeniu prędkości 25 km/h), motorower (pojazd dwu- lub trójkołowy zaopatrzony w silnik spalinowy o pojemności skokowej nieprzekraczającej 50 cm3 lub w silnik elektryczny o mocy nie większej niż 4 kW, którego konstrukcja ogranicza prędkość jazdy do 45 km/h), motocykl (pojazd samochodowy dwukołowy kategorii L3e albo dwukołowy z bocznym wózkiem kategorii L4e, albo trójkołowy kategorii L5e o symetrycznym rozmieszczeniu kół, spełniający kryteria klasyfikacji dla pojazdów odpowiednio dla kategorii L3e albo L4e, albo L5e), wózek dziecięcy, podręczny lub inwalidzki (pojazd konstrukcyjnie przeznaczony do poruszania się osoby niepełnosprawnej, napędzany siłą mięśni lub za pomocą silnika, którego konstrukcja ogranicza prędkość jazdy do prędkości pieszego), osobę poruszającą się w wózku inwalidzkim, a także osobę w wieku do 10 lat kierującą rowerem pod opieką osoby dorosłej.

Dostrzegasz Czytelniku to zapętlenie?

Jestem pieszym o ile znajduje się poza pojazdem (nie licząc wózka inwalidzkiego). A definicja pojazdu jest bardzo szeroka. No i naturalnie pozostaje wręcz metaficzyczne pytanie, co to znaczy być „poza” czymś… A może jest ono w sumie całkiem przyziemne?

Akcentując ów niewypowiedziany ustawowo warunek stania lub poruszania się na nogach (lub w inny nietechnologiczny sposób) określenie kto jest pieszym byłoby może łatwiejsze, bo wszelkie niezautomatyzowane wspomagacze poruszania (wrotki, rolki, zwykła hulajnoga itp.) byłby wciąż tylko substytutem kończyn, których pracy potrzebują i ją ex definitione zakładają. Wtedy inne procesy zautomatyzowania poruszania się „wypadałyby” spod pojęcia pieszego.

Motorower, czyli co?

Tylko czy to rozwiązuje obecne hulajnogowe problemy miast? Nie do końca. Uznanie hulajnogi elektrycznej za motorower (do czego istnieją wszelkie podstawy) powoduje drastyczne i chyba nie do końca zamierzone skutki – zarówno dla ich użytkowników, jak i osób zmotoryzowanych. Zgodnie bowiem z p.r.d.:

– kierujący motorowerem, podobnie jak rowerzysta obowiązani są poruszać się po poboczu, chyba że nie nadaje się ono do jazdy lub ruch pojazdu utrudniałby ruch pieszych, wtedy mogą jechać jezdnią – efekt – hulajnogi elektryczne na ulicach,

– na skrzyżowaniu i bezpośrednio przed nim kierujący rowerem, motorowerem lub motocyklem może poruszać się środkiem pasa ruchu, jeśli pas ten umożliwia opuszczenie skrzyżowania w więcej niż jednym kierunku – efekt – hulajnogi elektryczne na środku dużych skrzyżowań,

– w razie wyprzedzania motoroweru odstęp nie może być mniejszy niż 1 m – efekt – identyczne zasady przy wyprzedzaniu hulajnogi jak motocykla,

– zakaz poruszania się hulajnóg po chodnikach,

– zakaz poruszania się motorowerem w stanie nietrzeźwości (przestępstwo!)

– kierujący motorowerem oraz osoba przewożona takimi pojazdami są obowiązani używać w czasie jazdy kasków ochronnych odpowiadających właściwym warunkom technicznym,

– parkowanie hulajnogi na chodniku tylko tak by pozostawić 1,5 m dla pieszych i tylko w dozwolonych miejscach,

– dokumentem stwierdzającym dopuszczenie do motoroweru jest dowód rejestracyjny albo pozwolenie czasowe,

– właściciel motoroweru jest obowiązany przedstawiać go do badania technicznego,

– zakaz prowadzenia motoroweru przez osobę poniżej 14 roku życia, a osoby 14-18 lat – prawo jazdy AM

Jak widać, niektóre z obowiązków eliminują praktyczne całkowicie opłacalność oraz techniczne aspekty organizacji wypożyczania hulajnóg, a może i nawet ich sprzedaży i użytkowania. Kierowcy i piesi mogą zatem się cieszyć? Nie do końca – jeżeli hulajnoga to motorower to jest ona równorzędnym do samochodu uczestnikiem ruchu drogowego (tak, tak, należy jej ustępować pierwszeństwa itd.). I piesi i kierowcy mogą być niepocieszeni.

Pieszym być, albo nie być? Oto jest pytanie!

A gdybyśmy jednak hulajnogistów uznali jednak za pieszych?

Regulacje expressis verbis dotyczące pieszych w p.r.d. w przeciwieństwie do tych dotyczących ruchu pojazdów są dużo bardziej ubogie (raptem 4 czy 5 przepisów), lecz paradoksalnie wcale nie oznacza to, że pieszy może więcej.

Owszem kierujący pojazdem, zbliżając się do przejścia dla pieszych, jest obowiązany zachować szczególną ostrożność i ustąpić pierwszeństwa pieszemu znajdującemu się na przejściu lub pieszemu przechodzącemu na skrzyżowaniu przez jezdnię drogi, na którą wjeżdża. Ale poza tym:

– pieszy jest obowiązany korzystać z chodnika lub drogi dla pieszych, a w razie ich braku – z pobocza, a gdy go brak lub czasowo nie można z niego korzystać, pieszy może korzystać z jezdni, pod warunkiem zajmowania miejsca jak najbliżej jej krawędzi i ustępowania miejsca nadjeżdżającemu pojazdowi – efekt – potencjalnie mało płynny ruch hulajnogą, zwłaszcza gdy pobocze jest nieutwardzone,

– pieszy idący po poboczu lub jezdni jest obowiązany iść lewą stroną drogi – efekt – hulajnogą jedziemy niejako „pod prąd” co wypacza jej użytkowy walor w miastach,

– w strefie zamieszkania hulajnogista ma pierwszeństwo przed pojazdem i korzysta z pełnej szerokości drogi – efekt – spore utrudnienia w ruchu samochodów na osiedlach lub ich pobliżu,

– przecinanie jezdni tylko przejściem dla pieszych (z pewnymi wyjątkami),

– brak pierwszeństwa wobec innych pojazdów wynikającego ze znaków drogowych i ogólnych reguł ruchu drogowego (np. zasada prawej ręki), nawet poruszając się jezdnią,

– nieuregulowana sfera pijanego hulajnogisty,

Problem prawny…, którego nie ma?

Zatem, czy w istocie hulajnogi elektryczne to rzeczywisty problem prawny i mamy do czynienia z luką w p.r.d.? Nie – hulajnogi elektryczne to na gruncie polskiego prawa motorowery. Definicja jest klarowna.

Co innego stanowi tutaj clou problemu – ekonomiczny, organizacyjny, społeczny i miejski sens traktowania czegoś co chyba wszyscy się zgodzimy znajduje się gdzieś nie tyle pomiędzy, ale obok rowerzysty, motorowerzysty, pieszego na rolkach lub zwykłej hulajnodze.

Cechy hulajnóg elektrycznych w kontekście ich funkcjonalności jednak różnią się od skuterów (także tych elektrycznych), ale także są czymś kategorialnie innym niż pieszy mający inną dynamikę, zwrotność oraz motorykę. Dlatego też w sferze administracyjnej czy wykroczeniowej pogląd interpretacyjny Sądu Rejonowego w Lublinie (orzeczenie z grudnia 2016r.!) nie jest powszechnie przyjmowany.

Gdyby na tym zagadnienie się wyczerpywało to status quo wynikający z przyjęcia (najwyraźniej) określonej wykładni przepisów p.r.d. przez Policję, debata pieszy-motorower stanowiłaby co najwyżej codzienną uciążliwość. Istnieje jednak sfera, w której konsekwencje opowiedzenia się za jednym z kierunków interpretacji ma fundamentalne znaczenie. Tak, naturalnie – odpowiedzialność karna za wypadek drogowy.

Nikt chyba nie ma wątpliwości, że osoba poruszająca się chodnikiem hulajnogą-motorowerem powodująca, w rezultacie niedostosowania swojej prędkości itp. do realiów, zdarzenie, w którym pieszy doznaje co najmniej tzw. średniego uszczerbku na zdrowiu odpowie z art. 177 § 1 lub § 2 k.k. wraz z możliwością orzekania zakazów prowadzenia pojazdów. Zgoła inaczej jawi się odpowiedzialność w przypadku uznania go za pieszego. Raczej powszechnie przyjmuje się, że aktualne przepisy p.r.d. nie przewidują reguł ostrożności na linii pieszy-pieszy. Zatem obowiązują na chodniku ogólne zasady ostrożności nie będące jednak elementem ochrony bezpieczeństwa w ruchu drogowym. W opisanym powyżej przypadku hulajnogista-pieszy odpowie co najwyżej z art. 157 § 3, art. 155 k.k. lub art. 156 § 2 k.k., które są znacznie łagodniej zagrożone niż ich „wypadkowe odpowiedniki” z rozdziału XXI. Ponadto w sferze związanej z problematyką przypisania skutku w obliczu znacznie mniej konkretnych reguł ostrożności w codziennym poruszaniu się chodnikami w zestawieniu z technicznymi regułami poruszania się pojazdem mechanicznym, okazać się może że ustalenie sprawstwa hulajnogosty-pieszego nie jest tak oczywiste.

Z punktu widzenia osób użytkujących hulajnogi elektryczne, pozostawanie nie tyle w luce prawnej, co w sytuacji rozbieżności treści p.r.d. i praktyki jego stosowania przez Policję skończyć się może tym, że swoim drogowym statusie dowiedzą się post factum, z wyroku sądu karnego.

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz treść komentarza
Wpisz tutaj swoje imię

5 + 9 =