PODZIEL SIĘ

Sąd Najwyższy zdecydował, że sam rozstrzygnie w sprawie oddalenia się skazanego z miejsca wykonywania dozoru elektronicznego. Sprawa trafiła do SN wskutek pytania prawnego o możliwość uznania ucieczki z miejsca dozoru za samouwolnienie się z pozbawienia wolności.

Na posiedzeniu w dniu 26 kwietnia Sąd Najwyższy (I KZP 3/17) nie udzielił odpowiedzi na pytanie prawne, lecz przejął sprawę do rozpatrzenia w trybie art. 441 k.p.k. Rozprawa została odroczona do dnia 21 czerwca 2017 r.

W sprawie, która trafiła do SN chodziło o rozstrzygnięcie wątpliwości związanych z traktowaniem dozoru elektronicznego jako kary pozbawienia wolności, w kontekście odpowiedzialności karnej za samouwolnienie się osoby pozbawionej wolności.

Czy oddalenie się skazanego z miejsca odbywania kary pozbawienia wolności w systemie dozoru elektronicznego może być uznane za samouwolnienie się według art. 242 § 1 k.k. – miał ustalić SN.

Pierwsza ustawa wprowadzająca dozór elektroniczny do Polski została uchwalona w 2007 r. Początkowo dozór elektroniczny funkcjonował jako jeden z systemów wykonywania kary pozbawienia wolności, z tym, że poza murami zakładu karnego.

Kolejne nowelizacje zwiększały zakres jego stosowania. Przełom nastąpił z dniem 1 lipca 2015 r. Na podstawie tych zmian dozór elektroniczny znalazł zastosowanie w wielu instytucjach prawa karnego – przy środkach karnych, środkach zabezpieczających jak i karach. Najistotniejsza zmiana polegała na „przeniesieniu” dozoru z kary pozbawienia wolności do kary ograniczenia wolności.

Taki stan nie trwał jednak długo, gdyż już 15 kwietnia 2016 r. weszły kolejne zmiany, które „odwróciły” reformę w tym punkcie. Od tego momenty dozór elektroniczny ponownie może być wykorzystywany w ramach kary pozbawienia wolności.

Jak to działa?

Podstawowa wersja dozoru elektrycznego (dozór stacjonarny) składa się z bransoletki i nadajnika, który przysyła informację do Centrali Monitowania. Bransoletka zakładana jest w sposób trwały na rękę lub nogę skazanego i łączy się radiowo ze sparowanym z nią nadajnikiem. Nadajnik montowany jest na stałe w miejscu wykonywania dozoru i nie można go przenosić.

Skazany powinien znajdować się w zasięgu nadajnika w godzinach wyznaczonych przez sąd. Gdy oddali się z miejsca dozorowania taka informacja zostaje przesłana do Centrali. Oprócz tego występują też inne warianty dozoru, np. taki, który wykorzystuje do tego technologię GPS.

Dozór elektroniczny pomimo obecności od lat w polskim systemie prawnym w dalszym ciągu wzbudza wątpliwości interpretacyjne. Można zadać pytania, czy jest to kara, środek karny, środek probacyjny czy tylko narzędzie, które może być dowolnie wykorzystane przez prawodawcę. Jak ma się on do kar pozbawienia i ograniczenia wolności? Czy osoba znajdująca się pod dozorem jest pozbawiona wolności?

Faktyczne czy formalne pozbawienie wolności?

Wcześniej, zanim jeszcze sprawa stała się przedmiotem pytania prawnego, próba rozstrzygnięcia tego zagadnienia została podjęta m.in. przez Adama Wojtaszczyka, Włodzimierza Wróbla i Witolda Zontka z Uniwersytetu Jagiellońskiego („System Prawa Karnego. Przestępstwa przeciwko państwu i dobrom zbiorowym”, t, 8, red. A. Marek, Warszawa 2013).

Następnie była omawiana w Czasopiśmie Prawa Karnego i Nauk Penalnych w tekście pt. „Dozór elektroniczny – rozważania na tle kary pozbawienia wolności, kary ograniczenia wolności oraz przestępstwa samouwolnienia (art. 242 § 1 k.k.)”. W zakresie kary pozbawienia wolności wskazano w nim m.in. że kara wykonywana w systemie dozoru elektronicznego nie jest faktycznym pozbawieniem wolności, a przestępstwo z art. 242 § 1 k.k. penalizuje samouwolnienie się ze stanu pozbawienia wolności, a więc chodzić może wyłącznie o osobę, która faktycznie – a nie tylko formalnie – jest pozbawiona wolności.

„Osoba wykonująca karę w systemie dozoru elektronicznego nie jest faktycznie pozbawiona wolności, nie może więc odpowiadać za przestępstwo określone w art. 242 § 1 k.k.” – uważają karniści.

Również w tej kwestii wypowiadał się w styczniu tego roku dr Mikołaj Małecki z Uniwersytetu Jagiellońskiego, który w wywiadzie dla Dziennika Gazety Prawnej wskazywał: – Przez niecały rok od 1 lipca 2015 do 14 kwietnia 2016 roku kodeks karny traktował SDE jako formę kary ograniczenia, a nie pozbawienia wolności. Osoba, która została w tym okresie skazana na SDE, nie mogłaby popełnić przestępstwa z art. 242 § 1 k.k., a osoba skazana wcześniej czy później już tak. Ale przecież charakter tych czynów w obu wypadkach jest identyczny – podkreślał karnista.

– Dlatego uważam, że wszystkie przypadki oddalenia się skazanego z miejsca odbywania kary w SDE nie są uwolnieniem się od pozbawienia wolności w rozumieniu art. 242 k.k., bez względu na to, czy dozór orzeczono jako samoistną karę czy tylko jako łagodniejszą formę wykonywania kary pozbawienia wolności – stwierdził dr Małecki.

Foto: Pixabay.com

1 KOMENTARZ

  1. Hmn…. dobre zagadnienie na opisówkę przy najbliższym kolokwium z odwoławczego. Trochę z działu IX, ale nie tylko, bowiem o zasadę samodzielności jurysdykcyjnej można zapytać, i o właściwość funkcjonalną SN… Proces żyje poza kodeksem.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz treść komentarza
Wpisz tutaj swoje imię

five + 4 =